Dnia 3 grudnia 2025 roku byłem w Małych Hosticach, obecnie dzielnicy Opawy, na zajęciach polsko-czeskiego projektu realizowanego przez muzea w Raciborzu i Opawie. Tam, w szykownej sali urządzonej w starej stodole, Anna Pohařálková, pracownik muzeum w Ostrawie, miała wykład na temat zwyczajów bożonarodzeniowych na Hulczyńsku.
Do przeszło pięćdziesięciu wiosek Kraiku Hulczyńskiego można zaliczyć również prawobrzeżne (względem rzeki Cyny) miejscowości gminy Pietrowice Wielkie, takie jak Samborowice, Pietrowice i Gródczanki. Ku mojemu zaskoczeniu nazwa Pietrowice (Velké Petrovice) pojawiła się na ekranie wykładowczyni.
Pani Anna cytowała książkę Jana Vyhlídala Z hlučínského a hlubčického kraje (Brno 1927). Na stronie 116 rozpoczyna się tam artykuł pt. Vánoční svátky v pruských Velkých Petrovicích (Święta Bożego Narodzenia w pruskich Wielkich Pietrowicach). Autor sporządził swoje zapiski w 1895 roku. Na końcu artykułu, omawiającego Boże Narodzenie w naszej wiosce, na stronie 120, zamieszczona jest petrovska kolęda, która w przekazie ustnym nie przetrwała do naszych czasów:
Jozef, mój kochany Jozef! Już hodzina już nastala
Że se ma Jeżisz narodzić mój kochany
Panno, moja sliczna panno do czeho polożime
Dy kolibeczky ne mame sliczna panno
Do czeho ho povineme dy povijaczka ne mame
To do moich do fertuszku a do Twoich do paseczku
Coż se to tam v polu beli nejsu to z neba andeli ?
Klaszterne to panny idu co dzicjatko vitać budu.
I tak po tylu latach słowa kolędy się ziściły — nasze białe siostry zakonne z klasztoru Sióstr Zawierzanek witają Dzieciątko Boże w stajence.
Aby ułatwić polskiemu czytelnikowi odbiór tekstu: č zapisano jako cz, ř jako rz, ž jako ż, š jako sz — zgodnie z polskim odpowiednikiem fonetycznym.
Pani Anna — co jest rzadkością wśród pracowników naukowych muzeów — przy akompaniamencie skrzypiec i harmonii również zaśpiewała naszą starą petrovską kolędę. Inne morawskie pastorałki przetrwały w Pietrowicach do naszych czasów.
Bruno Stojer
PS. Jan Vyhlídal (1861–1937) — katolicki czeski ksiądz z diecezji ołomunieckiej, etnograf i publicysta. Był także proboszczem w jednej z wiosek niedaleko Opawy.
80. rocznica tragedii Górnośląskiej (1945)
Po zdobyciu Śląska przez Rosjan wiosną 1945 roku, rosyjskie tajne służby rozpoczęły proces wywózki osób cywilnych ze Śląska do pracy w Rosji. Z Pietrowic wywieziono 7 osób: Wilhelm Burda, Eryk Eichler, Józef Mende, Alojz Pientka, Walter Posmyk, Alojz Skerhut i Jerzy Wieder. W 2021 roku wyszły drukiem 3 tomy pracy dr Dariusza Węgrzyna „Księga aresztowanych, internowanych i deportowanych z Górnego Śląska do ZSRR w 1945 roku”. Zestawienie zawiera 46 202 nazwiska na przeszło 3000 stronach publikacji. Są tam też nazwiska z Pietrowic:
Wilhelm Burda ur. 1906.02.07, Pietrowice Wielkie, zamieszkały Pietrowice Wielkie, z zawodu rolnik, internowany przez NKWD (Narodnyj Komisariat Wnutriennych Dieł - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), deportowany do ZSRR (Rosja radziecka) [wrócił pod koniec 1947 roku, pisaliśmy już o nim].
Eryk Eichler ur.1913.08.28, zam. Pietrowice Wielkie, z zawodu ślusarz, internowany przez NKWD, deportowany do ZSRR.[ Zaś w pietrowickich metrykach jest zapisane: Edwin Heinrich Augustin Eichler ur.1913.08.28 w Braunsdorf (dziś Brumovice niedaleko Opavy), ożenił się z Paulą Mika w 1940 roku]. Wrócił. Mieli syna Gintra i córkę Hanny. W latach 70-tych wyjechali do Niemiec. Z zawodu: Kraftfahrzeugschlosser (ślusarz samochodowy). Dziś na tej posesji mieszka rodzina Majer.
Józef Mende ur.1899.04.07. Pietrowice Wielkie, z zawodu rolnik, internowany przez NKWD, deportowany do ZSRR. [wrócił w 1947 roku, pisaliśmy już o nim. Rodzina wyjechała do Niemiec.]
Walter Posmyk ur.1922.07.17, Pietrowice Wielkie zam. Pietrowice Wielkie, z zawodu rolnik, internowany przez NKWD, deportowany do ZSRR [Walter Posmyk, syn Kubulka ur. 1922 roku, wtedy kawaler, syn właściciela tartaku na ul. Janowskiej po zwolnieniu z Rosji pojechał prosto do Niemiec, gdzie założył rodzinę, zmarł w 1989 roku]
Alojzy Pientka ur.1898.06.08, Pietrowice Wielkie, zam. Pietrowice Wielkie, z zawodu rolnik, internowany przez NKWD, deportowany do ZSRR. [Nie wrócił. Pisaliśmy już o nim].
Opracowanie nie wymienia dwóch petrowskich:
Geoerg (Jerzy) Wieder (1911-1966) to gospodarz z Końcuwsi, deportowany do ZSRR. Powrócił z Syberii bardzo schorowany. Wrócił najpóźniej bo w 1952 roku, ożenił się z Jadwigą Labud, córką kowala Labuda (Maciek) z Welkej Strany. Był wyniszczony fizycznie i nerwowo. Pod koniec swojego życia siedział na ławce w swoim placu i tak się cieszył, gdy ktoś z rodziny mu przyszedł pomóc, że płakał rzewnie. Zmarł w wieku 55 lat. Jego ojciec Adolf Hermann (1875-1937) pojechał latem po piysek do gruby na Obłańskim Dole (pola przed Tłustomostami) i tam zasłabł. Zmarł po kilku dniach. Jego pradziadek Anselm Wieder (1807-1873) ma w metryce napisane: auch genannt Anselm Czichoiolas (znany też jako Anzelm Czichoiolas). Do dziś przydomek tego rodu przetrwał jako Cichowloz.
Alojzy Skerhut (Schebesta), (1904 - 1986) gospodarz z Welkej Strany. Cdn.
Bruno Stojer
Jeździec za Bohem
Piotr Antoni Gerard Marcinek (1949-2025) znany w Pietrowicach jako Gerard, już jako
kilkuletni synekbrał udział w procesji konnej. Gospodarz Paweł Marcinek (Słama) zawsze
woził muzykantów naOsterreiten ozdobionym wozem. Dziadek Gerarda, Johann Newerla
vel Kolorz (1893-1983) był kolegą Pawła i powoził z nim. I tak na wozie oprócz dziadka,
jego kolegi Pawła, śpiewoka Emila Newerli(Kolaska) był też wnuczek Gerard. Idąc do
przedszkola przycupnął na rozstaju dróg i zabierał się pierwszym wozem konnym na pole.
Umorusany po południu wracał do domu. Gdy miał 15 lat to po raz pierwszy pojechał w
procesji na koniu. Było to w 1964 roku. Wtedy proboszczem został ks. Ludwik Dziech,
wielce zasłużony dla podtrzymania tradycji procesji konnej. Od tego czasu Gerard jeździł
na procesji rokrocznie. Udało mu się być 12 razy liderem podczas wyścigów na
Tłustomostkej. Dziesięć razy zdobył pierwsze miejsce dosiadając klaczy anglo-arabskiej
o imieniu Sanacja. Koń ten zakupionyjako źrebak w Ochabach, był hodowany u Stańka
w Kornicy. Gdy Sanacja miała 3 lata Gerard zacząłją ujeżdżać i gdy była już ułożona
jeździł z nią na procesje. Ostatni raz wygrał wyścig na koniu ze stajni Henryka
Malcharczyka z Płoni. W procesji konnej brał również udział jego syn Tomasz, który
zadebiutował w 1989 roku mając 14 lat. Dosiadał on często konia o imieniu Bardela.
Zdarzało się, że syn ścigał się z ojcem o pierwsze miejsce. W 2021 roku ostatni raz
jechał wierzchem ze stajnią Podkowa z Żerdzin. Wtedy wyścig wygrał Dariusz Franiczek
z Żerdzin. Potem nadal uczestniczył w procesjach jadąc już w bryczce. Ostatni raz
pojechał w 2024 roku. Gerard pobierał kilka lat nauki jeździectwa u samego rotmistrza,
starego ułana, w klubie jeździeckim w Trachach koło Gliwic. Jednak jego pierwszym
nauczycielem był Francek Wieder, który spotkał się z końmi w wojsku i też był wielkim
ich miłośnikiem. Droga od stodoły Widrowej do cesty na zehumniu była jego pierwszą
ujeżdżalnią, dosiadał wtedy klaczy Liza. Tam nauczył się siedzieć na koniu, w Trachach
nauczył się jazdy szybkiej. Później chętnie dzielił się swoimi umiejętnościami jazdy
konnej z innymi. Sześciu jego uczniów wygrywało galop na Tłustomostce: Sebastian
Jeremiasz z Samborowic na koniu Sanacja, syn Gerarda Tomek na koniu Bardela albo
Bałałajka, Rafał Wochnik z Płoni na koniu Balicja, Sandra Stroka na koniu Bora,
Martin Malcharczyk z Pawłowa na koniu Nelli i Dariusz Franiczek z Żerdzin na koniu
Kaszmir. Piotr angażował się też w sprawy organizacyjne procesji konnej, która bardzo
leżała mu na sercu. Był też prezesem terenowego koła hodowców koni. Zawodowo Piotr
był kierowcą karetki pogotowia raciborskiego szpitala. Ożenił się z raciborzanką z Płoni
i tam mieszkał. Miał syna Tomasza i córkę Katarzynę. Mszę św. pogrzebową odprawili o.
Bernard Joachim Dyrschlag, ks. Piotr Mandala (kapelan hodowców koni), ks. Zygmunt
Jaworek i ks. Joachim Miksa. Na jego pogrzebie nie zabrakło wielu mieszkańców
Pietrowic, kolegów z pogotowia i jego ulubionych koni. Kondukt na cmentarz otwierała
kawalkada 7 koni, a karawan był ciągnięty przez parę karych rumaków.
Bruno Stojer
Remont
Dnia 16 lipca (wtorek) 2024 roku w kościele parafialnym długie ławki zostały wyciągnięte ze swojego miejsca i postawione przy ścianach wewnątrz kościoła. Celem tej pracy było odsłonięcie miejsca „do gruntu”, gdzie te ławki były posadowione. W tym miejscu zostanie ułożone kościelne ogrzewanie podłogowe. Prace te zostały wykonane przez siedmiu miejscowych emerytów w niecałe 4 godziny. Pracami kierował sprawnie stolarz Klaus Weiner (syn Bernarda), a był również z nami ks. proboszcz. Miejscami same ławki już ugryzły zęby korników. Ławy były zamocowane na grubych kołkach w drewnianym podeście. Podest stanowiły bale o przekroju 10 cm x 8 cm w odstępie 85 cm do osi balków. Były one ułożone na dość lichym betonie wykonanym z żółtego szczyrku (żwiru). Na bale zostały przybite deski szpuntowane (wpust i wypust)o grubości 27 mm. Podest od strony żeńskiej był już w gorszym stanie. Na jednej z desek od strony wewnętrznej ciesielskim ołówkiem podpisali się dwaj pracownicy: Ottlik Stefan Scham.[merwitz] (Samborowice) Duda Josef Sudoll (Sudoł) Zapis wykonany jest starannym kaligraficznym pismem gotyckim. W rozszyfrowaniu nazwisk pomógł J.O. Ziemmer z Berlina (ma żonę od Jurka), wielki miłośnik historii Pietrowic. On też ustalił, że S.Ottlik urodził się w 1916 roku, co zapisano w metrykach Krzanowic , a J. Duda urodził się w 1907 roku, co zapisano w metrykach Bieńkowic.
Ławki zostały wykonane w 1935 roku podczas rozbudowy naszej parafialnej świątyni. Te długie ławki wykonał petrowski stolarz Hermann Gotzmann (1888-1945). Jest to dalekie pokrewieństwo do Gotzmannów- Rzehorzków. W 1916 roku Herman ożenił się z Marią Wazlawczik, córką rzeźnika Franza Waclawczik. Mieszkali na komorze na wymiynku u Cichowloza (Wiedra), potem mieszkali u Jorga Zachwey na Małej Stranie, a jak teść Franz puścił cerze bauplatz (dał córce działkę budowlaną) to wiosną 1926 roku rozpoczęli budowę swojego domu , wtedy na Jakobstrasse (dziś ul. Krawiecka). Na podzim (jesienią) już się tam wprowadzili i w jednym z pokoi Herman zaczął robić trumny, okna ,
drzwi …. Zleceń przybywało i w 1935 roku obok domu postawił solidny obszerny murowany warsztat z piętrem na magazyn drzewa. Budynek stoi do dziś, a w nim
jeszcze stary stół stolarski (houbelbanka). W tym samym roku dostał poważne zlecenie od parafii - wykonanie ławek do rozbudowywanego kościoła. Zrobił wszystkie długieławki, a krótkie wykonał drugi stolarz pietrowicki - Sczyrba. Drzewo na ławki dostarczył mu pietrowicki tartak z ul. Janowskiej, od Kubulka (Posmyk).W nowym warsztacie wykonywał też szafy i inne meble.
Jego córka Anna wyszła za mąż za krawca Gerarda Scholz. Prawili jej- Stolorka.Herman zmarł 10 listopada 1945 roku, już po wojnie. Ks. Weidler jako przyczynę śmierci podał - II wojna światowa. Zmarł w szpitalu w Saksonii w wyniku odniesionych ran na froncie i tam został pochowany. Jego pasją była hodowla królików, szczególnie rasy angora. Czasem wykupywał od jakiegoś rolnika część łąki na zbiory dla swoich „króli”. Drugi stolarz Josef Sczyrba, mieszkał na Friedhofstrasse ur. się w 1906 roku, ożenił w 1936 roku z Anną Mludek (Kurdas) . Miał warsztat naprzeciwko Jugendheimu.
Bruno Stojer